Loading ...
Sorry, an error occurred while loading the content.
 

Młodzi ludzie nie bardzo wiedzą, co ma być z naszej historii wzorem a co należy potęp iać

Expand Messages
  • Thyme Trax
    Drodzy KS members ; Ponizej jest pismo w jezyku Polskim wiec nie moge sie podzielic z cala grupa KS. Tlumaczka nie jestem narazie, moze ktos inny bedzie
    Message 1 of 4 , Jul 5, 2008
      Drodzy KS members ;
      Ponizej jest pismo w jezyku Polskim wiec nie moge sie podzielic z cala grupa KS.
      Tlumaczka nie jestem narazie, moze ktos inny bedzie zrecznieszy gdby bylo wazny temat podziec sie dalej?
      Pozdrawiam Krystyna Styrna

      http://www.polskiejutro.com/art.php?p=8378

      Numer 216 [26.06.2006]
      Komentarz
      CZY "BIEDNI UBECY" ZROBILI NAM KRZYWDĘ?
      Łukasz Reda

      Trwa dyskusja, czy w Polsce potrzebna jest polityka historyczna.

      Byliśmy również świadkami fali demonstracji i protestów, umiejętnie podsycanych przez lewicowe media i "postępowe autorytety" (czy autorytety mogą być niepostępowe? Tego nawet nie można sobie wyobrazić). A tymczasem z roku na rok obniża się poziom elementarnego nauczania. Młodzi ludzie nie bardzo wiedzą, co ma być z naszej historii wzorem a co należy potępiać. Ba, nie bardzo wiedzą, co jest historią, tak dużo bowiem mamy na co dzień konfabulacji i tandetnej propagandy. Co więcej, pokaźna część uczonych zamiast zajmować się nauką, wypisuje kompletne bzdury, odziewając je w szatki naukowości i uczoności. Ale król jest nagi - jeśli ktoś chce, to gołym okiem dostrzeże, gdzie jest prawda a gdzie fałsz. Jeśli tylko chce, a z tym jest coraz gorzej. Zbyt wspaniałomyślnie zostawiamy nasze sprawy (w tym naszą historię) w rękach osób nieodpowiednich i nieodpowiedzialnych.


      Fot. Archiwum
      Brak dekomunizacji i idącej w ślad za nią powszechnej edukacji, czym był w istocie komunizm, prowadzi do tak wypaczonych ocen, jak ta, autorstwa dr. Aliny Całej. Dlaczego wymiar sprawiedliwości jest tak opieszały i niewydolny, jeśli mieliśmy do czynienia z tak potwornymi, masowymi zbrodniami?
      Na zdjęciach ci, którzy zaprowadzali władzę ludową, czyli kaci z UB, KBW, LWP.
      Z jednym z takich przypadków warto zapoznać się bliżej, albowiem na tym przykładzie doskonale widać kierunek i technikę manipulacji, dokonywanych na żywym organizmie, jakim jest tkanka społeczna. Rzecz nie dotyczy wyłącznie ocen. Każdy z nas ma prawo do różnego oceniania tych samych wydarzeń - czasami wynika to z odmiennych systemów wartości, innym razem z głupoty, ale fakty w historii powinny być tym, czym są dogmaty w religii. Bez nich religia nie istnieje. A czy może być historia bez ustalonych faktów?

      Polska Ludowa była tworem agenturalnym
      Fakty zaś są takie, że w Polsce po 1944 roku rządzili komuniści z nadania Józefa Stalina. Partia komunistyczna była mu w pełni oddana - wszak on był jej twórcą pod koniec 1941 roku, gdy przyjaźń z nazistowskimi Niemcami nagle się urwała - i realizowała zadania, które on określał. Partia komunistyczna sprawowała nominalną władzę nad podległymi jej instytucjami, w tym aparatem bezpieczeństwa publicznego. Głównym pionem tego aparatu było Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego i struktury Urzędów Bezpieczeństwa: Wojewódzkich, Miejskich i Powiatowych.
      Tow. Władysław Gomułka (w Moskwie i NKWD ps. "Kowalski"), który był sekretarzem generalnym w okresie 1944-1948, nazwał bezpiekę "bijącym sercem Partii". Było to celne określenie, zarówno w przenośni i dosłownie, bezpieka taka była. Bez niej i jej funkcjonariuszy nawet trudno wyobrazić sobie władzę komunistów w Polsce. Stalin wyśmiewał się, że gdyby nie jego Armia Czerwona i NKWD, to "Polacy by was czapkami przykryli". Faktycznie, opór społeczeństwa był tak duży, że na tajnym Plenum KC PPR pod koniec maja 1945 roku (a więc tuż po zakończeniu działań wojennych Europie) komuniści przyznawali się sami przed sobą, że bez "bratniej pomocy" nie są w stanie utrzymać władzy. A skoro tak, to konieczne było używanie siły, wszędzie tam, gdzie uznawano to za konieczne, lub nawet bez takiej potrzeby.

      Liczenie ofiar
      Dziś nie ma dokładnych danych, jak wysoką cenę (w sensie liczby ofiar) zapłaciliśmy za "walkę o ustanowienie i utrwalenie władzy ludowej" w Polsce. Po stronie komunistów była to bezpieka, ludowej wojsko, milicja, ORMO, KBW i wszystkie inne struktury siłowe, ze strażą więzienną i przemysłową włącznie. Historycy szacują, że w wyniku wyroków sadowych ("zbrodni sądowych") pozbawiono życia około pięciu tysięcy ludzi, głównie z podziemia niepodległościowego, które długo stawiało zbrojny opór. Ponad dziesięć tysięcy ludzi zamęczono w śledztwach, w więzieniach i aresztach, w których przetrzymywano ofiary miesiącami, bez wpisywania ich do rejestrów, bez formalnych sankcji prokuratorskich czy postawienia konkretnych zarzutów.
      W Polsce Ludowej od 1944 roku istniały nie tylko więzienia i areszty - były też osławione obozy koncentracyjne (niektóre pod nadzorem NKWD, inne pozostawały w gestii bezpieki) i "obozy pracy", w których - na skutek potwornych warunków - śmiertelność więźniów była szczególnie wysoka. Dziś organa śledcze III RP uznają, że niektóre z nich niczym nie różniły się od niemieckich obozów koncentracyjnych. Dużo do powiedzenia na ten temat miałby płk Salomon Morel, ale w porę ostrzeżony, zdołał swobodnie wyjechać do Izraela, a ten kraj nie widzi podstaw do jego ekstradycji.
      Tysiące ludzi zamordowano w skrytobójczy sposób, dokonując nocnych napadów, porwań, zamachów, często upozorowanych tak, aby następnego dnia rankiem ogłosić, że mord popełniła "reakcja". Takimi metodami posługiwały się osławione bojówki partyjne, zwane "szwadronami śmierci".
      A to przecież nie wszystko. Do tego tragicznego bilansu należy doliczyć ofiary powojennych deportacji na Syberię, gdzie na skutek polityki masowych represji zesłano sto kilkadziesiąt tysięcy Polaków, w tym żołnierzy AK, NSZ, WiN czy BCh. Nie wszyscy przecież stamtąd wrócili.
      "Władza ludowa", usiłując utrwalić swe panowanie, nie stroniła od pacyfikacji opornych rejonów i wsi. W ich wyniku oraz obław, zakrojonych niekiedy na olbrzymią skalę (brały w nich udział tysiące funkcjonariuszy, wspieranych przez broń pancerną i lotnictwo!), ginęli nie tylko ścigani niepodległościowcy, ale też ich rodziny oraz przypadkowi cywile. Tajne raporty z tamtych lat porażają skalą popełnianych zbrodni i liczbą ofiar.
      Łącznie więc zaprowadzenie komunistycznych porządków mogło pochłonąć nawet sto tysięcy ofiar, innym formom represji poddano w tym okresie miliony ludzi. Nie jest zatem tak, że nie ma o czym mówić.

      "Komunistyczne kłamstwo" ciągle bezkarne
      Trzeba mówić i to bardzo głośno, a ponadto - trzeba sprawców pokazywać palcami i nazywać ich po imieniu. Komunistyczny system zbrodni był bardzo rozbudowany, a jego trzonem była stalinowska bezpieka. Każdy, kto dziś minimalizuje winy tego aparatu, kto spłyca i relatywizuje popełnione wówczas zbrodnie, jest komunistycznym kłamcą. Należy przypomnieć, że kłamstwo komunistyczne ma być ścigane tak samo, jak kłamstwo oświęcimskie, które polega na minimalizowaniu i negowaniu zbrodni nazistowskich.
      Przecież jednoznacznie mówi o tym obowiązująca Konstytucja RP (art., 13):
      "Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa".
      Są jednoznaczne zapisy w kodeksie karnym (art. 256): "Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2".
      Negowanie zbrodni komunistycznych jest propagowaniem tego ustroju. Niestety, w III RP zarówno prokuratura, jak i sądownictwo są nader łaskawe dla takich praktyk. Skoro nie było dekomunizacji, to i sama ideologia traktowana jest dość życzliwie. A stąd blisko już do współczucia nie tyle dla ofiar bezpieki, ile dla jej funkcjonariuszy. Gdyby to była tylko postawa wymierającego pokolenia, które zostało osamotnione ze swym gryzącym sumieniem, to jeszcze byłoby pół biedy. Ale co zrobić, jeśli przedstawicielka współczesnej nauki w Polsce przyjmuje publicznie taką postawę?

      Ubecy biedni czy jednak bezkarni?
      Na stronie internetowej Stowarzyszenia Wolnego Słowa znaleźć można bardzo ciekawą polemikę Krzysztofa Markuszewskiego z dr. Aliną Całą, pracownikiem naukowym Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie, której specjalizacja nosi taką nazwę: "socjologia stosowana etniczna". Wydawałoby się, że jest to osoba na tyle rozumna, że nie wszystko głosi, co jej ślina na język przyniesie. A jednak...
      W dniu 8 kwietnia 2006 roku (rzecz jest całkiem świeża) dr Alina Cała ze stosownym oburzeniem wyraziła swoją, jakże cenną opinię na temat lustracji, najnowszej historii Polski i tego, co się w kraju dzieje: "Upolityczniliście Stowarzyszenie Wolnego Słowa, przekształcając je w Stowarzyszenie na Rzecz Państwa Policyjnego i Nienawiści. Czy ci biedni ubecy naprawdę zrobili wam taką wielką krzywdę?" (Całą wypowiedź dr. Całej zob. we internecie: http://www.sws.org.pl/forum/viewtopic.php?t=637).
      Nie jest to opinia kogoś tam, bez większego znaczenia, frustrata z ubeckiej rodziny, który być może boleśnie odczuł pewna degradację materialną i społeczną z racji utraty sowitych przywilejów. To opinia osoby, która ma stopień naukowy i prowadzi zajęcia z młodymi ludźmi, kształtując (w jakiejś mierze) ich późniejsze postawy i przekonania.
      Jest to ważny temat do publicznych rozważań: czy ubecy są naprawdę tak "biedni", jak to ocenia dr Cała? Z pewnością chodzi jej nie tylko o status materialny (do którego większość Polaków nie może się nawet równać), ale i o status społeczny. Dr Cała ma na myśli społeczne odium, jakie wisi nad funkcjonariuszami UB, którzy już nie są, jak onegdaj, panami życia i śmierci, nie mają w swych rękach potężnej władzy i nie do końca mogą się czuć bezkarnie. Ale bez przesady - w całym okresie po 1989 roku skazano sądownie zaledwie kilkunastu funkcjonariuszy UB, w tym większość na bardzo łagodne kary, w dodatku w zawieszeniu. Ich ofiary w bardzo wielu przypadkach już od kilkunastu lat szukają sprawiedliwości i jakiegokolwiek zadośćuczynienia. Ale, jak zwykle, w tak skonstruowanym "państwie prawa" ściśle sformalizowane podejście do spraw i dokumentów sprzed kilkudziesięciu lat skutkuje umorzeniami i zawieszeniami
      postępowań. Ubecy są naprawdę biedni i schorowani, więc w oczach osób o mentalności dr. Całej to oni są ofiarami ksenofobicznego, antysemickiego i zacofanego społeczeństwa. Jeśli nawet były jakieś uchybienia w ich pracy, to przecież zawsze można powiedzieć, że mieliśmy do czynienia z "okresem błędów i wypaczeń", ale sam cel - budowa społeczeństwa socjalistycznego i wpajanie jedynie słusznych przekonań - był bardzo szlachetny. A to już ich całkowicie usprawiedliwia.

      Moczarowcy "moherowi" czy może "cyckowi"?

      Jeszcze jedna wypowiedź tejże uczonej zasługuje na uwagę: "Wolę zadawać się z tymi, którzy nie stracili jeszcze rozsądku i instynktu samozachowawczego w czasach, gdy rządzą nami moherowi moczarowcy". Kogóż to mogła ona mieć na myśli, kto obecnie rządzi Polską? Przecież moczarowcy to określenie pewnej frakcji w partii komunistycznej (PZPR), wywodzącej się wprost z aparatu terroru, czyli z bezpieki. Ich patronem był Mykoła Demko vel Mieczysław Moczar, członek Komunistycznej Partii Polski, agent NKWD, po wojnie m.in. szef Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Łodzi i wiceminister MBP. Stosując kryteria dr. Całej, on też był owym "biednym ubekiem".
      Zbitka "moherowi moczarowcy" jest logicznie bezsensowna i bardzo obraźliwa. W środowisku dr. Całej słowo "moher" (od nakrycia głowy, często używanego przez starsze pokolenie kobiet, jawnie manifestujących swe przywiązanie do Kościoła katolickiego) uchodzi za potworną obelgę (a gdzie tolerancja dla "inności", pani doktor?). Jak wiadomo, największe prześladowania tych środowisk i związane z tym represje miały miejsce w epoce Jakuba Bermana i później - Mieczysława Moczara. Kościoła z Moczarem połączyć się nie da, choć zapewne byłoby to miłe dla dzisiejszych potomków bermanowców itp.
      A gdybyśmy tak zaczęli posługiwać się podobną zbitką, np. "myckowi moczarowcy"? Choć co prawda wiadomo, że akurat moczarowcy takich nakryć głowy nie lubili (mohery też były im obce).

      ** ** **
      Powyższy przykład pokazuje, jak dużo jest w Polsce do zrobienia. Brak dekomunizacji i idącej w ślad za nią powszechnej edukacji, czym był w istocie komunizm, prowadzi do tak wypaczonych ocen, jak ta, autorstwa dr. Aliny Całej. Dlaczego wymiar sprawiedliwości jest tak opieszały i niewydolny, jeśli mieliśmy do czynienia z tak potwornymi, masowymi zbrodniami? Teraz staramy się nieco nadrobić zaniedbania. Podjęta próba szerszej lustracji w wielu środowiskach wywołuje histerię i zaciekłe ataki na zwolenników jej przeprowadzenia. Specjalistka od "socjologii stosowanej etnicznej" też uległa tej zbiorowej psychozie. Nie bardzo wiadomo, dlaczego - czyżby chodziło jej tylko o etniczność funkcjonariuszy?

      ______________
      tekst pochodzi z serwisu www.polskiejutro.com
      © FRAPCO 2002-2008
    • Carol
      Krystyna, Say What? lol Carol ... cala grupa KS. ... gdby bylo wazny temat podziec sie dalej? ... umiejętnie podsycanych przez lewicowe media i postępowe
      Message 2 of 4 , Jul 6, 2008
        Krystyna,

        Say What? lol

        Carol

        --- In Poland-speaks-out@yahoogroups.com, Thyme Trax <thymetrax@...>
        wrote:
        >
        > Drodzy KS members ;
        > Ponizej jest pismo w jezyku Polskim wiec nie moge sie podzielic z
        cala grupa KS.
        > Tlumaczka nie jestem narazie, moze ktos inny bedzie zrecznieszy
        gdby bylo wazny temat podziec sie dalej?
        > Pozdrawiam Krystyna Styrna
        >
        > http://www.polskiejutro.com/art.php?p=8378
        >
        > Numer 216 [26.06.2006]
        > Komentarz
        > CZY "BIEDNI UBECY" ZROBILI NAM KRZYWDĘ?
        > Łukasz Reda
        >
        > Trwa dyskusja, czy w Polsce potrzebna jest polityka historyczna.
        >
        > Byliśmy również świadkami fali demonstracji i protestów,
        umiejętnie podsycanych przez lewicowe media i "postępowe
        autorytety" (czy autorytety mogą być niepostępowe? Tego nawet nie
        można sobie wyobrazić). A tymczasem z roku na rok obniża się
        poziom elementarnego nauczania. Młodzi ludzie nie bardzo wiedzą, co
        ma być z naszej historii wzorem a co należy potępiać. Ba, nie
        bardzo wiedzą, co jest historią, tak dużo bowiem mamy na co dzień
        konfabulacji i tandetnej propagandy. Co więcej, pokaźna część
        uczonych zamiast zajmować się nauką, wypisuje kompletne bzdury,
        odziewając je w szatki naukowości i uczoności. Ale król jest
        nagi - jeśli ktoś chce, to gołym okiem dostrzeże, gdzie jest
        prawda a gdzie fałsz. Jeśli tylko chce, a z tym jest coraz gorzej.
        Zbyt wspaniałomyślnie zostawiamy nasze sprawy (w tym naszą
        historię) w rękach osób nieodpowiednich i nieodpowiedzialnych.
        >
        >
        > Fot. Archiwum
        > Brak dekomunizacji i idącej w ślad za nią powszechnej edukacji,
        czym był w istocie komunizm, prowadzi do tak wypaczonych ocen, jak
        ta, autorstwa dr. Aliny Całej. Dlaczego wymiar sprawiedliwości jest
        tak opieszały i niewydolny, jeśli mieliśmy do czynienia z tak
        potwornymi, masowymi zbrodniami?
        > Na zdjęciach ci, którzy zaprowadzali władzę ludową, czyli kaci
        z UB, KBW, LWP.
        > Z jednym z takich przypadków warto zapoznać się bliżej,
        albowiem na tym przykładzie doskonale widać kierunek i technikę
        manipulacji, dokonywanych na żywym organizmie, jakim jest tkanka
        społeczna. Rzecz nie dotyczy wyłącznie ocen. Każdy z nas ma prawo
        do różnego oceniania tych samych wydarzeń - czasami wynika to z
        odmiennych systemów wartości, innym razem z głupoty, ale fakty w
        historii powinny być tym, czym są dogmaty w religii. Bez nich
        religia nie istnieje. A czy może być historia bez ustalonych
        faktów?
        >
        > Polska Ludowa była tworem agenturalnym
        > Fakty zaś są takie, że w Polsce po 1944 roku rządzili
        komuniści z nadania Józefa Stalina. Partia komunistyczna była mu w
        pełni oddana - wszak on był jej twórcą pod koniec 1941 roku, gdy
        przyjaźń z nazistowskimi Niemcami nagle się urwała - i
        realizowała zadania, które on określał. Partia komunistyczna
        sprawowała nominalną władzę nad podległymi jej instytucjami, w
        tym aparatem bezpieczeństwa publicznego. Głównym pionem tego
        aparatu było Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego i struktury
        Urzędów Bezpieczeństwa: Wojewódzkich, Miejskich i Powiatowych.
        > Tow. Władysław Gomułka (w Moskwie i NKWD ps. "Kowalski"), który
        był sekretarzem generalnym w okresie 1944-1948, nazwał
        bezpiekę "bijącym sercem Partii". Było to celne określenie,
        zarówno w przenośni i dosłownie, bezpieka taka była. Bez niej i
        jej funkcjonariuszy nawet trudno wyobrazić sobie władzę
        komunistów w Polsce. Stalin wyśmiewał się, że gdyby nie jego
        Armia Czerwona i NKWD, to "Polacy by was czapkami przykryli".
        Faktycznie, opór społeczeństwa był tak duży, że na tajnym
        Plenum KC PPR pod koniec maja 1945 roku (a więc tuż po zakończeniu
        działań wojennych Europie) komuniści przyznawali się sami przed
        sobą, że bez "bratniej pomocy" nie są w stanie utrzymać władzy.
        A skoro tak, to konieczne było używanie siły, wszędzie tam, gdzie
        uznawano to za konieczne, lub nawet bez takiej potrzeby.
        >
        > Liczenie ofiar
        > Dziś nie ma dokładnych danych, jak wysoką cenę (w sensie liczby
        ofiar) zapłaciliśmy za "walkę o ustanowienie i utrwalenie władzy
        ludowej" w Polsce. Po stronie komunistów była to bezpieka, ludowej
        wojsko, milicja, ORMO, KBW i wszystkie inne struktury siłowe, ze
        strażą więzienną i przemysłową włącznie. Historycy szacują,
        że w wyniku wyroków sadowych ("zbrodni sądowych") pozbawiono
        życia około pięciu tysięcy ludzi, głównie z podziemia
        niepodległościowego, które długo stawiało zbrojny opór. Ponad
        dziesięć tysięcy ludzi zamęczono w śledztwach, w więzieniach i
        aresztach, w których przetrzymywano ofiary miesiącami, bez
        wpisywania ich do rejestrów, bez formalnych sankcji prokuratorskich
        czy postawienia konkretnych zarzutów.
        > W Polsce Ludowej od 1944 roku istniały nie tylko więzienia i
        areszty - były też osławione obozy koncentracyjne (niektóre pod
        nadzorem NKWD, inne pozostawały w gestii bezpieki) i "obozy pracy",
        w których - na skutek potwornych warunków - śmiertelność
        więźniów była szczególnie wysoka. Dziś organa śledcze III RP
        uznają, że niektóre z nich niczym nie różniły się od
        niemieckich obozów koncentracyjnych. Dużo do powiedzenia na ten
        temat miałby płk Salomon Morel, ale w porę ostrzeżony, zdołał
        swobodnie wyjechać do Izraela, a ten kraj nie widzi podstaw do jego
        ekstradycji.
        > Tysiące ludzi zamordowano w skrytobójczy sposób, dokonując
        nocnych napadów, porwań, zamachów, często upozorowanych tak, aby
        następnego dnia rankiem ogłosić, że mord popełniła "reakcja".
        Takimi metodami posługiwały się osławione bojówki partyjne,
        zwane "szwadronami śmierci".
        > A to przecież nie wszystko. Do tego tragicznego bilansu należy
        doliczyć ofiary powojennych deportacji na Syberię, gdzie na skutek
        polityki masowych represji zesłano sto kilkadziesiąt tysięcy
        Polaków, w tym żołnierzy AK, NSZ, WiN czy BCh. Nie wszyscy
        przecież stamtąd wrócili.
        > "Władza ludowa", usiłując utrwalić swe panowanie, nie stroniła
        od pacyfikacji opornych rejonów i wsi. W ich wyniku oraz obław,
        zakrojonych niekiedy na olbrzymią skalę (brały w nich udział
        tysiące funkcjonariuszy, wspieranych przez broń pancerną i
        lotnictwo!), ginęli nie tylko ścigani niepodległościowcy, ale
        też ich rodziny oraz przypadkowi cywile. Tajne raporty z tamtych lat
        porażają skalą popełnianych zbrodni i liczbą ofiar.
        > Łącznie więc zaprowadzenie komunistycznych porządków mogło
        pochłonąć nawet sto tysięcy ofiar, innym formom represji poddano
        w tym okresie miliony ludzi. Nie jest zatem tak, że nie ma o czym
        mówić.
        >
        > "Komunistyczne kłamstwo" ciągle bezkarne
        > Trzeba mówić i to bardzo głośno, a ponadto - trzeba sprawców
        pokazywać palcami i nazywać ich po imieniu. Komunistyczny system
        zbrodni był bardzo rozbudowany, a jego trzonem była stalinowska
        bezpieka. Każdy, kto dziś minimalizuje winy tego aparatu, kto
        spłyca i relatywizuje popełnione wówczas zbrodnie, jest
        komunistycznym kłamcą. Należy przypomnieć, że kłamstwo
        komunistyczne ma być ścigane tak samo, jak kłamstwo
        oświęcimskie, które polega na minimalizowaniu i negowaniu zbrodni
        nazistowskich.
        > Przecież jednoznacznie mówi o tym obowiązująca Konstytucja RP
        (art., 13):
        > "Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji
        odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i
        praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych,
        których program lub działalność zakłada lub dopuszcza
        nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu
        zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje
        utajnienie struktur lub członkostwa".
        > Są jednoznaczne zapisy w kodeksie karnym (art. 256): "Kto
        publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój
        państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic
        narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze
        względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia
        wolności albo pozbawienia wolności do lat 2".
        > Negowanie zbrodni komunistycznych jest propagowaniem tego ustroju.
        Niestety, w III RP zarówno prokuratura, jak i sądownictwo są nader
        łaskawe dla takich praktyk. Skoro nie było dekomunizacji, to i sama
        ideologia traktowana jest dość życzliwie. A stąd blisko już do
        współczucia nie tyle dla ofiar bezpieki, ile dla jej
        funkcjonariuszy. Gdyby to była tylko postawa wymierającego
        pokolenia, które zostało osamotnione ze swym gryzącym sumieniem,
        to jeszcze byłoby pół biedy. Ale co zrobić, jeśli
        przedstawicielka współczesnej nauki w Polsce przyjmuje publicznie
        taką postawę?
        >
        > Ubecy biedni czy jednak bezkarni?
        > Na stronie internetowej Stowarzyszenia Wolnego Słowa znaleźć
        można bardzo ciekawą polemikę Krzysztofa Markuszewskiego z dr.
        Aliną Całą, pracownikiem naukowym Żydowskiego Instytutu
        Historycznego w Warszawie, której specjalizacja nosi taką
        nazwę: "socjologia stosowana etniczna". Wydawałoby się, że jest
        to osoba na tyle rozumna, że nie wszystko głosi, co jej ślina na
        język przyniesie. A jednak...
        > W dniu 8 kwietnia 2006 roku (rzecz jest całkiem świeża) dr Alina
        Cała ze stosownym oburzeniem wyraziła swoją, jakże cenną opinię
        na temat lustracji, najnowszej historii Polski i tego, co się w
        kraju dzieje: "Upolityczniliście Stowarzyszenie Wolnego Słowa,
        przekształcając je w Stowarzyszenie na Rzecz Państwa Policyjnego i
        Nienawiści. Czy ci biedni ubecy naprawdę zrobili wam taką wielką
        krzywdę?" (Całą wypowiedź dr. Całej zob. we internecie:
        http://www.sws.org.pl/forum/viewtopic.php?t=637).
        > Nie jest to opinia kogoś tam, bez większego znaczenia, frustrata
        z ubeckiej rodziny, który być może boleśnie odczuł pewna
        degradację materialną i społeczną z racji utraty sowitych
        przywilejów. To opinia osoby, która ma stopień naukowy i prowadzi
        zajęcia z młodymi ludźmi, kształtując (w jakiejś mierze) ich
        późniejsze postawy i przekonania.
        > Jest to ważny temat do publicznych rozważań: czy ubecy są
        naprawdę tak "biedni", jak to ocenia dr Cała? Z pewnością chodzi
        jej nie tylko o status materialny (do którego większość Polaków
        nie może się nawet równać), ale i o status społeczny. Dr Cała
        ma na myśli społeczne odium, jakie wisi nad funkcjonariuszami UB,
        którzy już nie są, jak onegdaj, panami życia i śmierci, nie
        mają w swych rękach potężnej władzy i nie do końca mogą się
        czuć bezkarnie. Ale bez przesady - w całym okresie po 1989 roku
        skazano sądownie zaledwie kilkunastu funkcjonariuszy UB, w tym
        większość na bardzo łagodne kary, w dodatku w zawieszeniu. Ich
        ofiary w bardzo wielu przypadkach już od kilkunastu lat szukają
        sprawiedliwości i jakiegokolwiek zadośćuczynienia. Ale, jak
        zwykle, w tak skonstruowanym "państwie prawa" ściśle
        sformalizowane podejście do spraw i dokumentów sprzed
        kilkudziesięciu lat skutkuje umorzeniami i zawieszeniami
        > postępowań. Ubecy są naprawdę biedni i schorowani, więc w
        oczach osób o mentalności dr. Całej to oni są ofiarami
        ksenofobicznego, antysemickiego i zacofanego społeczeństwa. Jeśli
        nawet były jakieś uchybienia w ich pracy, to przecież zawsze
        można powiedzieć, że mieliśmy do czynienia z "okresem błędów i
        wypaczeń", ale sam cel - budowa społeczeństwa socjalistycznego i
        wpajanie jedynie słusznych przekonań - był bardzo szlachetny. A to
        już ich całkowicie usprawiedliwia.
        >
        > Moczarowcy "moherowi" czy może "cyckowi"?
        >
        > Jeszcze jedna wypowiedź tejże uczonej zasługuje na
        uwagę: "Wolę zadawać się z tymi, którzy nie stracili jeszcze
        rozsądku i instynktu samozachowawczego w czasach, gdy rządzą nami
        moherowi moczarowcy". Kogóż to mogła ona mieć na myśli, kto
        obecnie rządzi Polską? Przecież moczarowcy to określenie pewnej
        frakcji w partii komunistycznej (PZPR), wywodzącej się wprost z
        aparatu terroru, czyli z bezpieki. Ich patronem był Mykoła Demko
        vel Mieczysław Moczar, członek Komunistycznej Partii Polski, agent
        NKWD, po wojnie m.in. szef Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa
        Publicznego w Łodzi i wiceminister MBP. Stosując kryteria dr.
        Całej, on też był owym "biednym ubekiem".
        > Zbitka "moherowi moczarowcy" jest logicznie bezsensowna i bardzo
        obraźliwa. W środowisku dr. Całej słowo "moher" (od nakrycia
        głowy, często używanego przez starsze pokolenie kobiet, jawnie
        manifestujących swe przywiązanie do Kościoła katolickiego)
        uchodzi za potworną obelgę (a gdzie tolerancja dla "inności", pani
        doktor?). Jak wiadomo, największe prześladowania tych środowisk i
        związane z tym represje miały miejsce w epoce Jakuba Bermana i
        później - Mieczysława Moczara. Kościoła z Moczarem połączyć
        się nie da, choć zapewne byłoby to miłe dla dzisiejszych
        potomków bermanowców itp.
        > A gdybyśmy tak zaczęli posługiwać się podobną zbitką,
        np. "myckowi moczarowcy"? Choć co prawda wiadomo, że akurat
        moczarowcy takich nakryć głowy nie lubili (mohery też były im
        obce).
        >
        > ** ** **
        > Powyższy przykład pokazuje, jak dużo jest w Polsce do zrobienia.
        Brak dekomunizacji i idącej w ślad za nią powszechnej edukacji,
        czym był w istocie komunizm, prowadzi do tak wypaczonych ocen, jak
        ta, autorstwa dr. Aliny Całej. Dlaczego wymiar sprawiedliwości jest
        tak opieszały i niewydolny, jeśli mieliśmy do czynienia z tak
        potwornymi, masowymi zbrodniami? Teraz staramy się nieco nadrobić
        zaniedbania. Podjęta próba szerszej lustracji w wielu środowiskach
        wywołuje histerię i zaciekłe ataki na zwolenników jej
        przeprowadzenia. Specjalistka od "socjologii stosowanej etnicznej"
        też uległa tej zbiorowej psychozie. Nie bardzo wiadomo, dlaczego -
        czyżby chodziło jej tylko o etniczność funkcjonariuszy?
        >
        > ______________
        > tekst pochodzi z serwisu www.polskiejutro.com
        > © FRAPCO 2002-2008
        >
      • Thyme Trax
        Carol and group; it simply states that Polish citizens do not know the history of their own country and have bought into the propaganda of any current gov t.
        Message 3 of 4 , Jul 6, 2008

          Carol and group;

          it simply states that Polish citizens do not know the history of their own country and have bought into the propaganda of any current gov't. their own and from global pressures.

          It might take few  more generations to cleanse.

          regards Krysia



          --- On Sun, 7/6/08, Carol <stashaok@...> wrote:

          From: Carol <stashaok@...>
          Subject: [Poland-speaks-out] Re: Młodzi ludzie nie bardzo wiedzą, co ma być z naszej historii wzorem a co należy potępiać
          To: Poland-speaks-out@yahoogroups.com
          Date: Sunday, July 6, 2008, 12:11 PM



          Krystyna,

          Say What? lol

          Carol

          --- In Poland-speaks- out@yahoogroups. com, Thyme Trax <thymetrax@. ..>
          wrote:
          >
          > Drodzy KS members ;
          > Ponizej jest pismo w jezyku Polskim wiec nie moge sie podzielic z
          cala grupa KS.
          > Tlumaczka nie jestem narazie, moze ktos inny bedzie zrecznieszy
          gdby bylo wazny temat podziec sie dalej?
          > Pozdrawiam Krystyna Styrna
          >
          > http://www.polskiej utro.com/ art.php?p= 8378
          >
          > Numer 216 [26.06.2006]
          > Komentarz
          > CZY "BIEDNI UBECY" ZROBILI NAM KRZYWDĘ?
          > Łukasz Reda
          >
          > Trwa dyskusja, czy w Polsce potrzebna jest polityka historyczna.
          >
          > Byliśmy również świadkami fali demonstracji i protestów,
          umiejętnie podsycanych przez lewicowe media i "postępowe
          autorytety" (czy autorytety mogą być niepostępowe? Tego nawet nie
          można sobie wyobrazić). A tymczasem z roku na rok obniża się
          poziom elementarnego nauczania. Młodzi ludzie nie bardzo wiedzą, co
          ma być z naszej historii wzorem a co należy potępiać. Ba, nie
          bardzo wiedzą, co jest historią, tak dużo bowiem mamy na co dzień
          konfabulacji i tandetnej propagandy. Co więcej, pokaźna część
          uczonych zamiast zajmować się nauką, wypisuje kompletne bzdury,
          odziewając je w szatki naukowości i uczoności. Ale król jest
          nagi - jeśli ktoś chce, to gołym okiem dostrzeże, gdzie jest
          prawda a gdzie fałsz. Jeśli tylko chce, a z tym jest coraz gorzej.
          Zbyt wspaniałomyślnie zostawiamy nasze sprawy (w tym naszą
          historię) w rękach osób nieodpowiednich i nieodpowiedzialnych .
          >
          >
          > Fot. Archiwum
          > Brak dekomunizacji i idącej w ślad za nią powszechnej edukacji,
          czym był w istocie komunizm, prowadzi do tak wypaczonych ocen, jak
          ta, autorstwa dr. Aliny Całej. Dlaczego wymiar sprawiedliwości jest
          tak opieszały i niewydolny, jeśli mieliśmy do czynienia z tak
          potwornymi, masowymi zbrodniami?
          > Na zdjęciach ci, którzy zaprowadzali władzę ludową, czyli kaci
          z UB, KBW, LWP.
          > Z jednym z takich przypadków warto zapoznać się bliżej,
          albowiem na tym przykładzie doskonale widać kierunek i technikę
          manipulacji, dokonywanych na żywym organizmie, jakim jest tkanka
          społeczna. Rzecz nie dotyczy wyłącznie ocen. Każdy z nas ma prawo
          do różnego oceniania tych samych wydarzeń - czasami wynika to z
          odmiennych systemów wartości, innym razem z głupoty, ale fakty w
          historii powinny być tym, czym są dogmaty w religii. Bez nich
          religia nie istnieje. A czy może być historia bez ustalonych
          faktów?
          >
          > Polska Ludowa była tworem agenturalnym
          > Fakty zaś są takie, że w Polsce po 1944 roku rządzili
          komuniści z nadania Józefa Stalina. Partia komunistyczna była mu w
          pełni oddana - wszak on był jej twórcą pod koniec 1941 roku, gdy
          przyjaźń z nazistowskimi Niemcami nagle się urwała - i
          realizowała zadania, które on określał. Partia komunistyczna
          sprawowała nominalną władzę nad podległymi jej instytucjami, w
          tym aparatem bezpieczeństwa publicznego. Głównym pionem tego
          aparatu było Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego i struktury
          Urzędów Bezpieczeństwa: Wojewódzkich, Miejskich i Powiatowych.
          > Tow. Władysław Gomułka (w Moskwie i NKWD ps. "Kowalski"), który
          był sekretarzem generalnym w okresie 1944-1948, nazwał
          bezpiekę "bijącym sercem Partii". Było to celne określenie,
          zarówno w przenośni i dosłownie, bezpieka taka była. Bez niej i
          jej funkcjonariuszy nawet trudno wyobrazić sobie władzę
          komunistów w Polsce. Stalin wyśmiewał się, że gdyby nie jego
          Armia Czerwona i NKWD, to "Polacy by was czapkami przykryli".
          Faktycznie, opór społeczeństwa był tak duży, że na tajnym
          Plenum KC PPR pod koniec maja 1945 roku (a więc tuż po zakończeniu
          działań wojennych Europie) komuniści przyznawali się sami przed
          sobą, że bez "bratniej pomocy" nie są w stanie utrzymać władzy.
          A skoro tak, to konieczne było używanie siły, wszędzie tam, gdzie
          uznawano to za konieczne, lub nawet bez takiej potrzeby.
          >
          > Liczenie ofiar
          > Dziś nie ma dokładnych danych, jak wysoką cenę (w sensie liczby
          ofiar) zapłaciliśmy za "walkę o ustanowienie i utrwalenie władzy
          ludowej" w Polsce. Po stronie komunistów była to bezpieka, ludowej
          wojsko, milicja, ORMO, KBW i wszystkie inne struktury siłowe, ze
          strażą więzienną i przemysłową włącznie. Historycy szacują,
          że w wyniku wyroków sadowych ("zbrodni sądowych") pozbawiono
          życia około pięciu tysięcy ludzi, głównie z podziemia
          niepodległościowego, które długo stawiało zbrojny opór. Ponad
          dziesięć tysięcy ludzi zamęczono w śledztwach, w więzieniach i
          aresztach, w których przetrzymywano ofiary miesiącami, bez
          wpisywania ich do rejestrów, bez formalnych sankcji prokuratorskich
          czy postawienia konkretnych zarzutów.
          > W Polsce Ludowej od 1944 roku istniały nie tylko więzienia i
          areszty - były też osławione obozy koncentracyjne (niektóre pod
          nadzorem NKWD, inne pozostawały w gestii bezpieki) i "obozy pracy",
          w których - na skutek potwornych warunków - śmiertelność
          więźniów była szczególnie wysoka. Dziś organa śledcze III RP
          uznają, że niektóre z nich niczym nie różniły się od
          niemieckich obozów koncentracyjnych. Dużo do powiedzenia na ten
          temat miałby płk Salomon Morel, ale w porę ostrzeżony, zdołał
          swobodnie wyjechać do Izraela, a ten kraj nie widzi podstaw do jego
          ekstradycji.
          > Tysiące ludzi zamordowano w skrytobójczy sposób, dokonując
          nocnych napadów, porwań, zamachów, często upozorowanych tak, aby
          następnego dnia rankiem ogłosić, że mord popełniła "reakcja".
          Takimi metodami posługiwały się osławione bojówki partyjne,
          zwane "szwadronami śmierci".
          > A to przecież nie wszystko. Do tego tragicznego bilansu należy
          doliczyć ofiary powojennych deportacji na Syberię, gdzie na skutek
          polityki masowych represji zesłano sto kilkadziesiąt tysięcy
          Polaków, w tym żołnierzy AK, NSZ, WiN czy BCh. Nie wszyscy
          przecież stamtąd wrócili.
          > "Władza ludowa", usiłując utrwalić swe panowanie, nie stroniła
          od pacyfikacji opornych rejonów i wsi. W ich wyniku oraz obław,
          zakrojonych niekiedy na olbrzymią skalę (brały w nich udział
          tysiące funkcjonariuszy, wspieranych przez broń pancerną i
          lotnictwo!), ginęli nie tylko ścigani niepodległościowcy, ale
          też ich rodziny oraz przypadkowi cywile. Tajne raporty z tamtych lat
          porażają skalą popełnianych zbrodni i liczbą ofiar.
          > Łącznie więc zaprowadzenie komunistycznych porządków mogło
          pochłonąć nawet sto tysięcy ofiar, innym formom represji poddano
          w tym okresie miliony ludzi. Nie jest zatem tak, że nie ma o czym
          mówić.
          >
          > "Komunistyczne kłamstwo" ciągle bezkarne
          > Trzeba mówić i to bardzo głośno, a ponadto - trzeba sprawców
          pokazywać palcami i nazywać ich po imieniu. Komunistyczny system
          zbrodni był bardzo rozbudowany, a jego trzonem była stalinowska
          bezpieka. Każdy, kto dziś minimalizuje winy tego aparatu, kto
          spłyca i relatywizuje popełnione wówczas zbrodnie, jest
          komunistycznym kłamcą. Należy przypomnieć, że kłamstwo
          komunistyczne ma być ścigane tak samo, jak kłamstwo
          oświęcimskie, które polega na minimalizowaniu i negowaniu zbrodni
          nazistowskich.
          > Przecież jednoznacznie mówi o tym obowiązująca Konstytucja RP
          (art., 13):
          > "Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji
          odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i
          praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych,
          których program lub działalność zakłada lub dopuszcza
          nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu
          zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje
          utajnienie struktur lub członkostwa".
          > Są jednoznaczne zapisy w kodeksie karnym (art. 256): "Kto
          publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój
          państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic
          narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze
          względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia
          wolności albo pozbawienia wolności do lat 2".
          > Negowanie zbrodni komunistycznych jest propagowaniem tego ustroju.
          Niestety, w III RP zarówno prokuratura, jak i sądownictwo są nader
          łaskawe dla takich praktyk. Skoro nie było dekomunizacji, to i sama
          ideologia traktowana jest dość życzliwie. A stąd blisko już do
          współczucia nie tyle dla ofiar bezpieki, ile dla jej
          funkcjonariuszy. Gdyby to była tylko postawa wymierającego
          pokolenia, które zostało osamotnione ze swym gryzącym sumieniem,
          to jeszcze byłoby pół biedy. Ale co zrobić, jeśli
          przedstawicielka współczesnej nauki w Polsce przyjmuje publicznie
          taką postawę?
          >
          > Ubecy biedni czy jednak bezkarni?
          > Na stronie internetowej Stowarzyszenia Wolnego Słowa znaleźć
          można bardzo ciekawą polemikę Krzysztofa Markuszewskiego z dr.
          Aliną Całą, pracownikiem naukowym Żydowskiego Instytutu
          Historycznego w Warszawie, której specjalizacja nosi taką
          nazwę: "socjologia stosowana etniczna". Wydawałoby się, że jest
          to osoba na tyle rozumna, że nie wszystko głosi, co jej ślina na
          język przyniesie. A jednak...
          > W dniu 8 kwietnia 2006 roku (rzecz jest całkiem świeża) dr Alina
          Cała ze stosownym oburzeniem wyraziła swoją, jakże cenną opinię
          na temat lustracji, najnowszej historii Polski i tego, co się w
          kraju dzieje: "Upolityczniliście Stowarzyszenie Wolnego Słowa,
          przekształcając je w Stowarzyszenie na Rzecz Państwa Policyjnego i
          Nienawiści. Czy ci biedni ubecy naprawdę zrobili wam taką wielką
          krzywdę?" (Całą wypowiedź dr. Całej zob. we internecie:
          http://www.sws. org.pl/forum/ viewtopic. php?t=637).
          > Nie jest to opinia kogoś tam, bez większego znaczenia, frustrata
          z ubeckiej rodziny, który być może boleśnie odczuł pewna
          degradację materialną i społeczną z racji utraty sowitych
          przywilejów. To opinia osoby, która ma stopień naukowy i prowadzi
          zajęcia z młodymi ludźmi, kształtując (w jakiejś mierze) ich
          późniejsze postawy i przekonania.
          > Jest to ważny temat do publicznych rozważań: czy ubecy są
          naprawdę tak "biedni", jak to ocenia dr Cała? Z pewnością chodzi
          jej nie tylko o status materialny (do którego większość Polaków
          nie może się nawet równać), ale i o status społeczny. Dr Cała
          ma na myśli społeczne odium, jakie wisi nad funkcjonariuszami UB,
          którzy już nie są, jak onegdaj, panami życia i śmierci, nie
          mają w swych rękach potężnej władzy i nie do końca mogą się
          czuć bezkarnie. Ale bez przesady - w całym okresie po 1989 roku
          skazano sądownie zaledwie kilkunastu funkcjonariuszy UB, w tym
          większość na bardzo łagodne kary, w dodatku w zawieszeniu. Ich
          ofiary w bardzo wielu przypadkach już od kilkunastu lat szukają
          sprawiedliwości i jakiegokolwiek zadośćuczynienia. Ale, jak
          zwykle, w tak skonstruowanym "państwie prawa" ściśle
          sformalizowane podejście do spraw i dokumentów sprzed
          kilkudziesięciu lat skutkuje umorzeniami i zawieszeniami
          > postępowań. Ubecy są naprawdę biedni i schorowani, więc w
          oczach osób o mentalności dr. Całej to oni są ofiarami
          ksenofobicznego, antysemickiego i zacofanego społeczeństwa. Jeśli
          nawet były jakieś uchybienia w ich pracy, to przecież zawsze
          można powiedzieć, że mieliśmy do czynienia z "okresem błędów i
          wypaczeń", ale sam cel - budowa społeczeństwa socjalistycznego i
          wpajanie jedynie słusznych przekonań - był bardzo szlachetny. A to
          już ich całkowicie usprawiedliwia.
          >
          > Moczarowcy "moherowi" czy może "cyckowi"?
          >
          > Jeszcze jedna wypowiedź tejże uczonej zasługuje na
          uwagę: "Wolę zadawać się z tymi, którzy nie stracili jeszcze
          rozsądku i instynktu samozachowawczego w czasach, gdy rządzą nami
          moherowi moczarowcy". Kogóż to mogła ona mieć na myśli, kto
          obecnie rządzi Polską? Przecież moczarowcy to określenie pewnej
          frakcji w partii komunistycznej (PZPR), wywodzącej się wprost z
          aparatu terroru, czyli z bezpieki. Ich patronem był Mykoła Demko
          vel Mieczysław Moczar, członek Komunistycznej Partii Polski, agent
          NKWD, po wojnie m.in. szef Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa
          Publicznego w Łodzi i wiceminister MBP. Stosując kryteria dr.
          Całej, on też był owym "biednym ubekiem".
          > Zbitka "moherowi moczarowcy" jest logicznie bezsensowna i bardzo
          obraźliwa. W środowisku dr. Całej słowo "moher" (od nakrycia
          głowy, często używanego przez starsze pokolenie kobiet, jawnie
          manifestujących swe przywiązanie do Kościoła katolickiego)
          uchodzi za potworną obelgę (a gdzie tolerancja dla "inności", pani
          doktor?). Jak wiadomo, największe prześladowania tych środowisk i
          związane z tym represje miały miejsce w epoce Jakuba Bermana i
          później - Mieczysława Moczara. Kościoła z Moczarem połączyć
          się nie da, choć zapewne byłoby to miłe dla dzisiejszych
          potomków bermanowców itp.
          > A gdybyśmy tak zaczęli posługiwać się podobną zbitką,
          np. "myckowi moczarowcy"? Choć co prawda wiadomo, że akurat
          moczarowcy takich nakryć głowy nie lubili (mohery też były im
          obce).
          >
          > ** ** **
          > Powyższy przykład pokazuje, jak dużo jest w Polsce do zrobienia.
          Brak dekomunizacji i idącej w ślad za nią powszechnej edukacji,
          czym był w istocie komunizm, prowadzi do tak wypaczonych ocen, jak
          ta, autorstwa dr. Aliny Całej. Dlaczego wymiar sprawiedliwości jest
          tak opieszały i niewydolny, jeśli mieliśmy do czynienia z tak
          potwornymi, masowymi zbrodniami? Teraz staramy się nieco nadrobić
          zaniedbania. Podjęta próba szerszej lustracji w wielu środowiskach
          wywołuje histerię i zaciekłe ataki na zwolenników jej
          przeprowadzenia. Specjalistka od "socjologii stosowanej etnicznej"
          też uległa tej zbiorowej psychozie. Nie bardzo wiadomo, dlaczego -
          czyżby chodziło jej tylko o etniczność funkcjonariuszy?
          >
          > ____________ __
          > tekst pochodzi z serwisu www.polskiejutro. com
          > © FRAPCO 2002-2008
          >


        • Carol Dove
          Krystyna and Group,   I guess when history has been silenced for so long and then altered to fit the needs of others this is the outcome. I can t get over how
          Message 4 of 4 , Jul 6, 2008

            Krystyna and Group,

             

            I guess when history has been silenced for so long and then altered to fit the needs of others this is the outcome. I can't get over how much of the history is ignored and now that the victims can speak, so many are silenced even today. Some are scared of speaking the truth, while others say, "What's the point, what good will it do?"

             

            IMO, it will bring to light our loved ones plight and the ability to hold their heads high. After all the abuse over the years and forced to live under "communist" threats, to still know love of Poland says so much.

             

            Thanks for sharing, Carol


            From: Thyme Trax <thymetrax@...>
            Subject: Re: [Poland-speaks-out] Re: Młodzi ludzie nie bardzo wiedzą, co ma być z naszej historii wzorem a co należy potępiać
            To: Poland-speaks-out@yahoogroups.com
            Date: Sunday, July 6, 2008, 3:34 PM

            Carol and group;

            it simply states that Polish citizens do not know the history of their own country and have bought into the propaganda of any current gov't. their own and from global pressures.

            It might take few  more generations to cleanse.

            regards Krysia



            --- On Sun, 7/6/08, Carol <stashaok@yahoo. com> wrote:

            From: Carol <stashaok@yahoo. com>
            Subject: [Poland-speaks- out] Re: Młodzi ludzie nie bardzo wiedzą, co ma być z naszej historii wzorem a co należy potępiać
            To: Poland-speaks- out@yahoogroups. com
            Date: Sunday, July 6, 2008, 12:11 PM



            Krystyna,

            Say What? lol

            Carol

            --- In Poland-speaks- out@yahoogroups. com, Thyme Trax <thymetrax@. ..>
            wrote:
            >
            > Drodzy KS members ;
            > Ponizej jest pismo w jezyku Polskim wiec nie moge sie podzielic z
            cala grupa KS.
            > Tlumaczka nie jestem narazie, moze ktos inny bedzie zrecznieszy
            gdby bylo wazny temat podziec sie dalej?
            > Pozdrawiam Krystyna Styrna
            >
            > http://www.polskiej utro.com/ art.php?p= 8378
            >
            > Numer 216 [26.06.2006]
            > Komentarz
            > CZY "BIEDNI UBECY" ZROBILI NAM KRZYWDĘ?
            > Łukasz Reda
            >
            > Trwa dyskusja, czy w Polsce potrzebna jest polityka historyczna.
            >
            > Byliśmy również świadkami fali demonstracji i protestów,
            umiejętnie podsycanych przez lewicowe media i "postępowe
            autorytety" (czy autorytety mogą być niepostępowe? Tego nawet nie
            można sobie wyobrazić). A tymczasem z roku na rok obniża się
            poziom elementarnego nauczania. Młodzi ludzie nie bardzo wiedzą, co
            ma być z naszej historii wzorem a co należy potępiać. Ba, nie
            bardzo wiedzą, co jest historią, tak dużo bowiem mamy na co dzień
            konfabulacji i tandetnej propagandy. Co więcej, pokaźna część
            uczonych zamiast zajmować się nauką, wypisuje kompletne bzdury,
            odziewając je w szatki naukowości i uczoności. Ale król jest
            nagi - jeśli ktoś chce, to gołym okiem dostrzeże, gdzie jest
            prawda a gdzie fałsz. Jeśli tylko chce, a z tym jest coraz gorzej.
            Zbyt wspaniałomyślnie zostawiamy nasze sprawy (w tym naszą
            historię) w rękach osób nieodpowiednich i nieodpowiedzialnych .
            >
            >
            > Fot. Archiwum
            > Brak dekomunizacji i idącej w ślad za nią powszechnej edukacji,
            czym był w istocie komunizm, prowadzi do tak wypaczonych ocen, jak
            ta, autorstwa dr. Aliny Całej. Dlaczego wymiar sprawiedliwości jest
            tak opieszały i niewydolny, jeśli mieliśmy do czynienia z tak
            potwornymi, masowymi zbrodniami?
            > Na zdjęciach ci, którzy zaprowadzali władzę ludową, czyli kaci
            z UB, KBW, LWP.
            > Z jednym z takich przypadków warto zapoznać się bliżej,
            albowiem na tym przykładzie doskonale widać kierunek i technikę
            manipulacji, dokonywanych na żywym organizmie, jakim jest tkanka
            społeczna. Rzecz nie dotyczy wyłącznie ocen. Każdy z nas ma prawo
            do różnego oceniania tych samych wydarzeń - czasami wynika to z
            odmiennych systemów wartości, innym razem z głupoty, ale fakty w
            historii powinny być tym, czym są dogmaty w religii. Bez nich
            religia nie istnieje. A czy może być historia bez ustalonych
            faktów?
            >
            > Polska Ludowa była tworem agenturalnym
            > Fakty zaś są takie, że w Polsce po 1944 roku rządzili
            komuniści z nadania Józefa Stalina. Partia komunistyczna była mu w
            pełni oddana - wszak on był jej twórcą pod koniec 1941 roku, gdy
            przyjaźń z nazistowskimi Niemcami nagle się urwała - i
            realizowała zadania, które on określał. Partia komunistyczna
            sprawowała nominalną władzę nad podległymi jej instytucjami, w
            tym aparatem bezpieczeństwa publicznego. Głównym pionem tego
            aparatu było Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego i struktury
            Urzędów Bezpieczeństwa: Wojewódzkich, Miejskich i Powiatowych.
            > Tow. Władysław Gomułka (w Moskwie i NKWD ps. "Kowalski"), który
            był sekretarzem generalnym w okresie 1944-1948, nazwał
            bezpiekę "bijącym sercem Partii". Było to celne określenie,
            zarówno w przenośni i dosłownie, bezpieka taka była. Bez niej i
            jej funkcjonariuszy nawet trudno wyobrazić sobie władzę
            komunistów w Polsce. Stalin wyśmiewał się, że gdyby nie jego
            Armia Czerwona i NKWD, to "Polacy by was czapkami przykryli".
            Faktycznie, opór społeczeństwa był tak duży, że na tajnym
            Plenum KC PPR pod koniec maja 1945 roku (a więc tuż po zakończeniu
            działań wojennych Europie) komuniści przyznawali się sami przed
            sobą, że bez "bratniej pomocy" nie są w stanie utrzymać władzy.
            A skoro tak, to konieczne było używanie siły, wszędzie tam, gdzie
            uznawano to za konieczne, lub nawet bez takiej potrzeby.
            >
            > Liczenie ofiar
            > Dziś nie ma dokładnych danych, jak wysoką cenę (w sensie liczby
            ofiar) zapłaciliśmy za "walkę o ustanowienie i utrwalenie władzy
            ludowej" w Polsce. Po stronie komunistów była to bezpieka, ludowej
            wojsko, milicja, ORMO, KBW i wszystkie inne struktury siłowe, ze
            strażą więzienną i przemysłową włącznie. Historycy szacują,
            że w wyniku wyroków sadowych ("zbrodni sądowych") pozbawiono
            życia około pięciu tysięcy ludzi, głównie z podziemia
            niepodległościowego, które długo stawiało zbrojny opór. Ponad
            dziesięć tysięcy ludzi zamęczono w śledztwach, w więzieniach i
            aresztach, w których przetrzymywano ofiary miesiącami, bez
            wpisywania ich do rejestrów, bez formalnych sankcji prokuratorskich
            czy postawienia konkretnych zarzutów.
            > W Polsce Ludowej od 1944 roku istniały nie tylko więzienia i
            areszty - były też osławione obozy koncentracyjne (niektóre pod
            nadzorem NKWD, inne pozostawały w gestii bezpieki) i "obozy pracy",
            w których - na skutek potwornych warunków - śmiertelność
            więźniów była szczególnie wysoka. Dziś organa śledcze III RP
            uznają, że niektóre z nich niczym nie różniły się od
            niemieckich obozów koncentracyjnych. Dużo do powiedzenia na ten
            temat miałby płk Salomon Morel, ale w porę ostrzeżony, zdołał
            swobodnie wyjechać do Izraela, a ten kraj nie widzi podstaw do jego
            ekstradycji.
            > Tysiące ludzi zamordowano w skrytobójczy sposób, dokonując
            nocnych napadów, porwań, zamachów, często upozorowanych tak, aby
            następnego dnia rankiem ogłosić, że mord popełniła "reakcja".
            Takimi metodami posługiwały się osławione bojówki partyjne,
            zwane "szwadronami śmierci".
            > A to przecież nie wszystko. Do tego tragicznego bilansu należy
            doliczyć ofiary powojennych deportacji na Syberię, gdzie na skutek
            polityki masowych represji zesłano sto kilkadziesiąt tysięcy
            Polaków, w tym żołnierzy AK, NSZ, WiN czy BCh. Nie wszyscy
            przecież stamtąd wrócili.
            > "Władza ludowa", usiłując utrwalić swe panowanie, nie stroniła
            od pacyfikacji opornych rejonów i wsi. W ich wyniku oraz obław,
            zakrojonych niekiedy na olbrzymią skalę (brały w nich udział
            tysiące funkcjonariuszy, wspieranych przez broń pancerną i
            lotnictwo!), ginęli nie tylko ścigani niepodległościowcy, ale
            też ich rodziny oraz przypadkowi cywile. Tajne raporty z tamtych lat
            porażają skalą popełnianych zbrodni i liczbą ofiar.
            > Łącznie więc zaprowadzenie komunistycznych porządków mogło
            pochłonąć nawet sto tysięcy ofiar, innym formom represji poddano
            w tym okresie miliony ludzi. Nie jest zatem tak, że nie ma o czym
            mówić.
            >
            > "Komunistyczne kłamstwo" ciągle bezkarne
            > Trzeba mówić i to bardzo głośno, a ponadto - trzeba sprawców
            pokazywać palcami i nazywać ich po imieniu. Komunistyczny system
            zbrodni był bardzo rozbudowany, a jego trzonem była stalinowska
            bezpieka. Każdy, kto dziś minimalizuje winy tego aparatu, kto
            spłyca i relatywizuje popełnione wówczas zbrodnie, jest
            komunistycznym kłamcą. Należy przypomnieć, że kłamstwo
            komunistyczne ma być ścigane tak samo, jak kłamstwo
            oświęcimskie, które polega na minimalizowaniu i negowaniu zbrodni
            nazistowskich.
            > Przecież jednoznacznie mówi o tym obowiązująca Konstytucja RP
            (art., 13):
            > "Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji
            odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i
            praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych,
            których program lub działalność zakłada lub dopuszcza
            nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu
            zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje
            utajnienie struktur lub członkostwa".
            > Są jednoznaczne zapisy w kodeksie karnym (art. 256): "Kto
            publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój
            państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic
            narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze
            względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia
            wolności albo pozbawienia wolności do lat 2".
            > Negowanie zbrodni komunistycznych jest propagowaniem tego ustroju.
            Niestety, w III RP zarówno prokuratura, jak i sądownictwo są nader
            łaskawe dla takich praktyk. Skoro nie było dekomunizacji, to i sama
            ideologia traktowana jest dość życzliwie. A stąd blisko już do
            współczucia nie tyle dla ofiar bezpieki, ile dla jej
            funkcjonariuszy. Gdyby to była tylko postawa wymierającego
            pokolenia, które zostało osamotnione ze swym gryzącym sumieniem,
            to jeszcze byłoby pół biedy. Ale co zrobić, jeśli
            przedstawicielka współczesnej nauki w Polsce przyjmuje publicznie
            taką postawę?
            >
            > Ubecy biedni czy jednak bezkarni?
            > Na stronie internetowej Stowarzyszenia Wolnego Słowa znaleźć
            można bardzo ciekawą polemikę Krzysztofa Markuszewskiego z dr.
            Aliną Całą, pracownikiem naukowym Żydowskiego Instytutu
            Historycznego w Warszawie, której specjalizacja nosi taką
            nazwę: "socjologia stosowana etniczna". Wydawałoby się, że jest
            to osoba na tyle rozumna, że nie wszystko głosi, co jej ślina na
            język przyniesie. A jednak...
            > W dniu 8 kwietnia 2006 roku (rzecz jest całkiem świeża) dr Alina
            Cała ze stosownym oburzeniem wyraziła swoją, jakże cenną opinię
            na temat lustracji, najnowszej historii Polski i tego, co się w
            kraju dzieje: "Upolityczniliście Stowarzyszenie Wolnego Słowa,
            przekształcając je w Stowarzyszenie na Rzecz Państwa Policyjnego i
            Nienawiści. Czy ci biedni ubecy naprawdę zrobili wam taką wielką
            krzywdę?" (Całą wypowiedź dr. Całej zob. we internecie:
            http://www.sws. org.pl/forum/ viewtopic. php?t=637).
            > Nie jest to opinia kogoś tam, bez większego znaczenia, frustrata
            z ubeckiej rodziny, który być może boleśnie odczuł pewna
            degradację materialną i społeczną z racji utraty sowitych
            przywilejów. To opinia osoby, która ma stopień naukowy i prowadzi
            zajęcia z młodymi ludźmi, kształtując (w jakiejś mierze) ich
            późniejsze postawy i przekonania.
            > Jest to ważny temat do publicznych rozważań: czy ubecy są
            naprawdę tak "biedni", jak to ocenia dr Cała? Z pewnością chodzi
            jej nie tylko o status materialny (do którego większość Polaków
            nie może się nawet równać), ale i o status społeczny. Dr Cała
            ma na myśli społeczne odium, jakie wisi nad funkcjonariuszami UB,
            którzy już nie są, jak onegdaj, panami życia i śmierci, nie
            mają w swych rękach potężnej władzy i nie do końca mogą się
            czuć bezkarnie. Ale bez przesady - w całym okresie po 1989 roku
            skazano sądownie zaledwie kilkunastu funkcjonariuszy UB, w tym
            większość na bardzo łagodne kary, w dodatku w zawieszeniu. Ich
            ofiary w bardzo wielu przypadkach już od kilkunastu lat szukają
            sprawiedliwości i jakiegokolwiek zadośćuczynienia. Ale, jak
            zwykle, w tak skonstruowanym "państwie prawa" ściśle
            sformalizowane podejście do spraw i dokumentów sprzed
            kilkudziesięciu lat skutkuje umorzeniami i zawieszeniami
            > postępowań. Ubecy są naprawdę biedni i schorowani, więc w
            oczach osób o mentalności dr. Całej to oni są ofiarami
            ksenofobicznego, antysemickiego i zacofanego społeczeństwa. Jeśli
            nawet były jakieś uchybienia w ich pracy, to przecież zawsze
            można powiedzieć, że mieliśmy do czynienia z "okresem błędów i
            wypaczeń", ale sam cel - budowa społeczeństwa socjalistycznego i
            wpajanie jedynie słusznych przekonań - był bardzo szlachetny. A to
            już ich całkowicie usprawiedliwia.
            >
            > Moczarowcy "moherowi" czy może "cyckowi"?
            >
            > Jeszcze jedna wypowiedź tejże uczonej zasługuje na
            uwagę: "Wolę zadawać się z tymi, którzy nie stracili jeszcze
            rozsądku i instynktu samozachowawczego w czasach, gdy rządzą nami
            moherowi moczarowcy". Kogóż to mogła ona mieć na myśli, kto
            obecnie rządzi Polską? Przecież moczarowcy to określenie pewnej
            frakcji w partii komunistycznej (PZPR), wywodzącej się wprost z
            aparatu terroru, czyli z bezpieki. Ich patronem był Mykoła Demko
            vel Mieczysław Moczar, członek Komunistycznej Partii Polski, agent
            NKWD, po wojnie m.in. szef Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa
            Publicznego w Łodzi i wiceminister MBP. Stosując kryteria dr.
            Całej, on też był owym "biednym ubekiem".
            > Zbitka "moherowi moczarowcy" jest logicznie bezsensowna i bardzo
            obraźliwa. W środowisku dr. Całej słowo "moher" (od nakrycia
            głowy, często używanego przez starsze pokolenie kobiet, jawnie
            manifestujących swe przywiązanie do Kościoła katolickiego)
            uchodzi za potworną obelgę (a gdzie tolerancja dla "inności", pani
            doktor?). Jak wiadomo, największe prześladowania tych środowisk i
            związane z tym represje miały miejsce w epoce Jakuba Bermana i
            później - Mieczysława Moczara. Kościoła z Moczarem połączyć
            się nie da, choć zapewne byłoby to miłe dla dzisiejszych
            potomków bermanowców itp.
            > A gdybyśmy tak zaczęli posługiwać się podobną zbitką,
            np. "myckowi moczarowcy"? Choć co prawda wiadomo, że akurat
            moczarowcy takich nakryć głowy nie lubili (mohery też były im
            obce).
            >
            > ** ** **
            > Powyższy przykład pokazuje, jak dużo jest w Polsce do zrobienia.
            Brak dekomunizacji i idącej w ślad za nią powszechnej edukacji,
            czym był w istocie komunizm, prowadzi do tak wypaczonych ocen, jak
            ta, autorstwa dr. Aliny Całej. Dlaczego wymiar sprawiedliwości jest
            tak opieszały i niewydolny, jeśli mieliśmy do czynienia z tak
            potwornymi, masowymi zbrodniami? Teraz staramy się nieco nadrobić
            zaniedbania. Podjęta próba szerszej lustracji w wielu środowiskach
            wywołuje histerię i zaciekłe ataki na zwolenników jej
            przeprowadzenia. Specjalistka od "socjologii stosowanej etnicznej"
            też uległa tej zbiorowej psychozie. Nie bardzo wiadomo, dlaczego -
            czyżby chodziło jej tylko o etniczność funkcjonariuszy?
            >
            > ____________ __
            > tekst pochodzi z serwisu www.polskiejutro. com
            > © FRAPCO 2002-2008
            >



          Your message has been successfully submitted and would be delivered to recipients shortly.